opp
KRS 0000327927

Rodzicielstwo zastępcze

KRÓTKI SZKIC O RODZICIELSTWIE ZASTĘPCZYM I SYTUACJI
DZIECKA ODRZUCONEGO

Spis treści

  1. WSTĘP
  2. PODSTAWĄ RODZICIELSTWA ZASTĘPCZEGO JEST WŁASNA RODZINA SPEŁNIAJĄCA OKREŚLONE WARUNKI
  3. RZECZYWISTOŚĆ DZIECKA ODRZUCONEGO

WSTĘP

Będziemy próbować określić za pomocą słowa pisanego, co jest naszą pracą, naszym doświadczeniem i zupełną codziennością życia naszej rodziny i naszych dzieci-podopiecznych. Tym bardziej jest to trudne, iż trzeba odsłonić życie wewnętrzne swojej rodziny, a z drugiej uszanować i ochronić dzieci.

Gdy próbujemy ogarnąć refleksją 24-godzinną pracę z dziećmi w naszej rodzinie, trzeba stwierdzić, że nie jest to zwyczajna praca, którą można zostawić, gdy się jest chorym, zmęczonym, zestresowanym. W tej pracy trudno poszukać zastępstwo, nawet gdy lekarz proponuje napisanie zwolnienia. Dziecko, które jest naszą pracą, nie można odstawić „na jutro” – trzeba być i działać dla dziecka tzn. mądrze mu pomagać w odnajdowaniu utraconego bezpieczeństwa i nierzadko godności. Niektórzy górnolotnie powiedzą o powołaniu i poświęceniu. Na pewno tak jest, ale naszym zdaniem praca rodzica zastępczego to sposób życia z dziećmi i dla dzieci. W naszej refleksji nie będziemy wspierać się jakimiś gotowcami z Internetu lub ciekawych i mądrych książek. Poniższe słowa będą raczej przekazaniem własnych poglądów niż naukowym wykładem. Refleksje (wiele razy nawet bardzo dojrzałe), jakie każdy z nas stara się czynić przy okazji lepiej lub gorzej wykonywanej pracy, mają to do siebie, że przychodzą, a potem odchodzą, jeżeli nie są w odpowiednim momencie zapisane, a tym samym utrwalone. Stąd próba dokonania uporządkowania własnych przemyśleń jest zajęciem karkołomnym przypominającym wspinaczkę po pionowej skalnej ścianie i dlatego zdajemy sobie sprawę z nieporadności językowych i naszych błędów w określaniu poszczególnych zjawisk dotyczących pracy z dziećmi. Wiele razy bardzo wypełniony czas na pracę z dziećmi nie pozwalał na pogłębienie wielu tematów poruszanych niżej. Niektórych z powodu braku czasu rozmyślnie nie poruszyliśmy (rola pracowników OPS, szkoły, Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej i innych instytucji wspomagających pracę opiekuńczo-wychowawczą). W żaden sposób nie uważamy, że inni nie mają racji. Jednak nasza skromna 4-letnia praca opiekuńczo-wychowawcza, a wreszcie kilkunastoletnia praca jako nauczycieli, pozwala nam na przeświadczenie, że znamy to, o czym chcemy napisać.

PODSTAWĄ RODZICIELSTWA ZASTĘPCZEGO JEST WŁASNA RODZINA SPEŁNIAJĄCA OKREŚLONE WARUNKI

Aby zrozumieć i pokochać pracę w rodzinnej pieczy zastępczej trzeba dotknąć i zrozumieć rzeczywistość, na którą składa się obecność swojej własnej rodziny – obecność kochającej się rodziny. To jest temat rzeka. Trudno tworzyć szczęśliwą rodzinę, gdy człowiek uważa (lub ma nawet wątpliwości), że jest przez drugą stronę w małżeństwie nie kochany lub niedostatecznie kochany. Miłość w rodzinie, a szczególnie w małżeństwie to rzeczywistość dynamiczna. Wszystko jest ważne i wszystko może budować tę miłość: od zwyczajnego uśmiechu, spojrzenia, pocałunku aż po życie seksualne. Trzeba umieć trzymać się wyznaczonego podziału ról mężczyzny i kobiety w rodzinie. Fanatyczny feminizm lub męski szowinizm potrafi dużo zaszkodzić, tak samo jak brak lub niewystarczająca umiejętność męża, aby zrozumieć, uszanować i wesprzeć swoją żonę lub na odwrót. Małżonkowie, mimo trudów życia związanych z gonitwą za pracą i zapewnieniem rodzinie bytu są wtedy o wiele silniejsi i bardziej odporni psychicznie. Miłość małżeńska jest słowem tak wytartym, że trąca o patos. Jednak to właśnie ona jest podstawą do długotrwałej pracy w rodzinnej opiece zastępczej. Dlaczego? Warto o tym wspomnieć, gdy będziemy zastanawiać się nad rzeczywistością związaną z dzieckiem odrzuconym.  Wrócimy jeszcze do tego.

Częste „wypalenie” czyli psychiczne zmęczenie aż po kliniczne nerwice może (choć oczywiście nie jest to pewnik) zacząć się od zaburzeń w relacjach małżeńskich. Zaburzenia w relacjach małżeńskich mogą utwierdzać męża lub żonę w egoizmie, gdy mówi: „ja też mam swoje życie i swoje zainteresowania i nie mam zamiaru liczyć się z twoim zdaniem”. Zaczyna się ranienie siebie, wzajemne okopywanie się przy własnych stanowiskach. Przy takiej filozofii braku zrozumienia i częstym nieokazywaniu sobie miłości, w takiej rodzinie będzie brakowało bezpiecznego miejsca dla dziecka. Zaburzenia w relacjach małżeńskich niektórzy próbują „leczyć” decyzją posiadania dziecka – czy to biologicznego, adoptowanego, czy stając się rodziną zastępczą. Dość szybko taka motywacja prowadzi do jeszcze większej dysharmonii w rodzinie, kiedy na dziecko przelewana  jest cała miłość i dzieje się to kosztem miłości małżeńskiej. Ten sam mechanizm w rodzinie zastępczej przynosi jeszcze większe katastrofalne skutki, ponieważ najpierw przyjęcie dziecka do swej rodziny, a potem poświęcenie się tylko jemu, kosztem drugiej strony małżeństwa i własnych dzieci w prostej linii może doprowadzić do rozwodu. Na tym „wyłożyło się” niestety dużo rodzin zastępczych. Są po rozwodach lub w separacji albo ratując małżeństwo przestały być rodziną zastępczą.

Dziecko potrafi całym sobą chłonąć i wyczuć rzeczywistość relacji małżeńskich, choć ich nie rozumie (dotyczy to zarówno dziecka biologicznego, jak i trafiającego do rodziny w ramach opieki zastępczej). Od samego początku, od urodzenia rejestruje rozumem i zmysłami, że między kochającymi się ludźmi jest mu dobrze – czuje się bezpiecznie. Patrząc na swoich rodziców chce z nimi być, bo ma w nich oparcie. Obserwujemy, jak dziecko wręcz oddycha czy „żywi się miłością” swoich rodziców. Nie oznacza to, że będzie ono aniołkiem: ma swój temperament oraz swoje dziecięce wzloty i upadki. Rozwijanie się jest może fascynujące dla obserwatora stojącego obok, ale dla dziecka to duży trud i wyzwanie. Dziecko, mimo naturalnego pędu życia, często się boi, jest wszystkiego niepewne, łatwo się zraża, jest niecierpliwe, czasem irytujące – dlatego tak bardzo potrzebuje utwierdzić się, że jest kochane, oprzeć się każdego dnia na kimś, kto sam czuje się pewnie w miłości, bo z miłością łatwiej jest żyć.

Drugim ważnym czynnikiem decydującym o skutecznej pracy w rodzinnej pieczy zastępczej jest doświadczenie pracy z dziećmi. W naszym przypadku było to łatwiejsze, gdyż mamy za sobą wiele lat pracy szkolnej i pozaszkolnej z dziećmi. Doświadczenie to może być zdobywane nie tylko w szkole. Każda praca z dzieckiem i dla dziecka przyczynia się do większego doświadczenia. Oczywiście doświadczenia mogą być różne i różnie może człowiek do nich podchodzić. Doświadczenie ma wyznaczać człowiekowi kierunek, jak należy postępować (doświadczenie pozytywne) i jak nie należy postępować (doświadczenie negatywne). Umiejętność wyciągania wniosków jest tu kluczowa. Suma zebranych wniosków przyczynia się do mądrości, albo konkretniej, do mądrej miłości, która kształtuje relacje rodzica zastępczego do dziecka – podopiecznego.

Trzecim czynnikiem bardzo ważnym w naszej rodzinie jest pracowitość. Pracowity rodzic zastępczy to porządek w domu i zadbane dzieci. Rodzic zastępczy musi być wszystkim – jest na etacie sprzątaczki, praczki, kucharza, krawcowej, pracownika socjalnego, psychologa, pedagoga, kierowcy, palacza, hydraulika, elektryka i ogrodnika. Praca wypełnia nam dzień od 5.45 aż do około 21.00. Przygotowanie dzieci do szkoły, śniadanie, porządki. Pierwsza grupa wyrusza na autobus szkolny ok 6.50. W trakcie pobytu naszych szkolniaków wydawałoby się, że jest czas na odpoczynek. Nic z tych rzeczy. Sprzątanie domu, pranie i prasowanie, nawet gdy dzieci zostawia porządek we własnych pokojach oraz przygotowanie obiadu dla dużej 11-osobowej rodziny trwa do ok. 12.30. W tym czasie trzeba zająć się młodszymi dziećmi, jeśli nie chodzą do przedszkola. Dla małego dziecka trzeba znaleźć czas właśnie „teraz”, bo „potem” nie istnieje dla niego – nie ma poczucia czasu. Powroty szkolniaków do domu zaczynają się od ok. 13.00 a kończą ok. 15.30. Poza bezpośrednią pracą z dziećmi i pracą związaną z domem nasz czas również wypełnia uzupełnianie dokumentacji dotyczącej dzieci, zakupy, obecność w szkołach, u wielu lekarzy oraz poradni psychologiczno-pedagogicznej. Po popołudniu pomoc przy odrabianiu lekcji, przerywana doglądaniem młodszych dzieci, potem przygotowanie do kolacji i do snu. Nasza praca także to poświęcenie czasu na indywidualne rozmowy z dziećmi, które wręcz szukają okazji skupienia na nich swojej uwagi. Pracowitość jest cechą, którą dzieci podpatrują, uczą się jej w naszym domu. Ta dziecięca pracowitość zaczyna się przede wszystkim od obowiązkowości w odrabianiu lekcji, przygotowaniu do szkoły, potem w sumiennym wypełnianiu dyżurów samoobsługowych w kuchni, łazienkach i codziennym odkurzaniu własnych pokojów. Dzieci widzą, że jest zakupywane drobne wyposażenie służące im do życia. Oczywiście jest zakupione z pieniędzy publicznych z dotacji lub od sponsorów albo z naszych prywatnych pieniędzy. Jednak od początku przyjęcia dziecka w naszym domu jest wpajana zasada: „szanujemy każdą materialną rzecz, bo została kupiona dzięki ciężkiej pracy Wujka i Cioci, ich gospodarności, dzięki dobroci innych ludzi oraz dzięki sumiennemu wypełnianiu swoich obowiązków dziecięcych i poszanowaniu sprzętów domowych”. Mimo starań dzieci strat materialnych zupełnie się nie wyeliminuje, chociaż są one w porównaniu do dużych placówek opiekuńczo-wychowawczych dużo mniejsze. Wiele rzeczy robimy razem – np. przygotowanie przetworów owocowych i warzywnych na zimę. Potrafiliśmy zaangażować dzieci w przygotowania we wszystkie ważniejsze święta rodzinne i religijne. Wszyscy wtedy pracują na miarę swoich sił i możliwości i nikt nie czuje się „piątym kołem u wozu”. To właśnie dzięki pracy dzieci doświadczają, że dom, do którego trafiły, stał się ich wspólnym domem, o który dbają swoją dziecięcą pracą. Mimo, ze Ciocia i Wujek są bardzo wymagający w zakresie utrzymania porządku w pokojach, odrabianiu lekcji i uprzejmego zachowania – dzieci po przejściu kilkumiesięcznej (czasem nawet rocznej) adaptacji chcą tutaj być i nie wyobrażają sobie, aby mogło być inaczej. Pracowitość tutaj trzeba rozciągnąć również nad pracę nad sobą, nad zmianą swojej postawy wobec życia. Dzieci pracują nad zmianą swoich złych cech charakteru, bardzo siebie nawzajem pilnują, aby nie używać słów obraźliwych i wulgaryzmów. Wiele razy jest tak, ze zasady obowiązujące w naszym domu są zupełną odwrotnością tego, co dzieci znały i czego się w życiu nauczyły. Zdarza się, ze dzieci przychodząc do naszej rodziny mają złe nawyki związane z brakiem samodzielności i pracowitości z dużych placówek opiekuńczo-wychowawczych, które niestety w wielu kwestiach są niewydolne wychowawczo(!). Duże placówki posiadając nawet lepiej kierunkowo przygotowaną kadrę i realizując ambitne, a czasami bardzo kosztowne indywidualne programy wychowawcze maja jeden zasadniczy słaby punkt – środowisko, jakie proponują dziecku jest sztuczne, nienaturalne. Mimo dużej pracy psychologów i pedagogów dzieci wyrwane z dysfunkcyjnego, ale własnego domu, środowisko dużej placówki traktują jako połączenie internatu z koloniami. Pracowita rodzina zastępcza, która zaprasza dziecko do tworzenia domu poprzez swoje dziecięce zaangażowanie jeszcze bardziej przypomina mu rodzinę naturalną jako środowisko przez dziecko upragnione.

Kolejną cechą udanej rodziny zastępczej jest uczciwość. Uczciwość jako cecha charakteru oznacza, że człowiek w całym swoim życiu jest przyzwoity, nie oszukuje zarówno w dobrach materialnych (wtedy nazywa się to kradzieżą), ale także jest szczery w relacjach ludzkich. Dzieci bardzo są wrażliwe na tę cechę. Obowiązuje u nas zasada, że kłamstwo względem Cioci i Wujka jest jednym z gorszych przewinień w naszym domu, na równi traktowane z kradzieżą. Mówimy dzieciom, że przychodząc do naszego domu, obdarzane są dużym zaufaniem; powierzamy im czasem drobne kwoty pieniężne na zakupy lub sprawy, które trzeba załatwić. Kłamstwo jest okradaniem domowników z dobrej przyjaznej atmosfery i zaufania. Za powiedzenie prawdy dziecko w naszym domu nigdy nie będzie ukarane i nasze dzieci to wiedzą. Jeżeli wymagamy uczciwości od dzieci, sami musimy być uczciwi w życiu i względem nich.

RZECZYWISTOŚĆ DZIECKA ODRZUCONEGO

Jeżeli jesteśmy rodziną, która ma przeświadczenie, że chce udźwignąć ciężar pracy z dziećmi we własnym domu, przy własnych dzieciach, musi poznać rzeczywistość związaną z dzieckiem, które staje się naszym podopiecznym.

Słowa-określenia, za pomocą których ludzie próbują zrozumieć dziecko trafiające do pieczy zastępczej to m.in. słowa jako „sierota”, czy „półsierota”. Jest to nie tylko nieprawdą, ale stanowi krzywdę i niesprawiedliwość względem dziecka. Określenie „sierota” w sensie formalnym oznacza dziecko, które straciło swoich rodziców wskutek ich śmierci albo zostało opuszczone przez nich i nie ma ono nie tylko sporadycznego bezpośredniego kontaktu z nimi, ale nawet kontakt pośredni przez innych ludzi czy instytucje jest niemożliwy.  Postępowanie rodzica zastępczego wobec dziecka i pojmowanie go jako „sieroty” rodzi w życiu szereg konsekwencji, które mogą przynieść wiele zła. Wiele razy wtedy rodzic zastępczy neguje dotychczasowe życie dziecka, jego przeszłość, nawet z jego pozytywnymi wspomnieniami. Daje sygnał dziecku, że od teraz będzie jego jedynym rodzicem, na wyłączność. Jeżeli dziecko pogodzi się z tym, a rodzic  biologiczny nie będzie walczył o kontakt z nim – „pół biedy”. Chociaż według nas takie postawienie sprawy, ze względu na dobro dziecka powinno doprowadzić do jego adopcji, aby miało ono poczucie, że ci, którzy dają mu sygnały, że chcą być jego prawdziwymi rodzicami, będą nimi do końca życia, nawet z prawnymi konsekwencjami dziedziczenia. Natomiast, jeżeli rodzic biologiczny będzie o dziecko walczyć lub chociaż kontakt z nim, oznaczać to będzie pewną „społeczną schizofrenię”, podobną do sytuacji dziecka po rozwodzie rodziców, w której każda ze stron domaga się od niego lojalności i uznania ją jako najważniejszą dla dziecka.

Jeszcze gorszym określeniem, a co za tym idzie i rozumieniem sytuacji, w jakiej znalazło się dziecko – to mówienie o nim, że to „dziecko z rodziny patologicznej”. Niestety w naszym bardzo współczującym, ale mało tolerancyjnym społeczeństwie takie dziecko traktowane jest jako człowiek „drugiej kategorii”. Znamy osobiście ludzi, którzy patrząc z podziwem na naszą pracę, wyrażali się na temat obciążenia dziedzicznego takiego dziecka. Innymi słowy mówiąc, dziecko, któremu należy pomóc, ale nigdy nie będzie zdrową tkanką społeczeństwa, bo jest skazane przez geny własnych rodziców. Powyższy sposób pojmowania dziecka przypomina trochę poglądy nazistowskie o pewnej segregacji na prawdziwych ludzi i tych gorszych, którym nie daje się pełnej szansy na prawidłowy rozwój w społeczeństwie. Jak każda rodzina zastępcza, tak i my mamy zweryfikowaną listę naszych znajomych i bynajmniej nie z naszej strony. Część z nich, gdy zostaliśmy rodzicami zastępczymi, przestała nas odwiedzać, bo pomagamy przecież środowiskom patologicznym i w naszym domu mamy dzieci z tego środowiska. Łatwiej jest im obejrzeć się i wzruszyć przy programach telewizyjnych o dzieciach mających złe dzieciństwo, niż je poznać i z nimi porozmawiać. W przypadku rodziny zastępczej podejście do dziecka z takim rozumieniem jego sytuacji będzie przeważnie oznaczać, że wiele razy da mu odczuć swoją wyższość. Przecież dla tego dziecka się poświęca, nie otrzymuje z tego tytułu dostatecznego wynagrodzenia ani wyrównania wszystkich kosztów związanych z przyjęciem dziecka do swego domu. Traktowanie z wyższością dziecka („któremu trzeba pomóc, ale nic dobrego z niego przecież nie wyrośnie”) oznacza pogłębianie w nim i tak słabego poczucia wartości i stanowi wpychanie dziecka w środowisko patologiczne. Warto zrozumieć, jaki w swym sercu dziecko przeżywa dramat, jakby ponownego odrzucenia (raz przez rodziców biologicznych, a następnie przez rodziców zastępczych), mając nadzieję, że zostanie pokochane. Jest to kolejna krzywda, jaka dokonuje się w jego życiu. Narodziny i część dzieciństwa w rodzinie dysfunkcyjnej nie jest wyborem i decyzją dziecka. Nawet jeśli początki wychowania przypadają na rozwój w środowisku patologicznym, to dzieci te, widząc dobrą rodzinę zastępczą, wcale nie chcą się z patologią utożsamiać. Trudniej zmienić się dorastającemu nastolatkowi (13-17 lat), który został już ukształtowany, ale i w tej grupie wiele dzieci ładnie z pomocą opiekuna pracuje nad sobą – niwelując do minimalnego stopnia złe nawyki i zachowania.

Jeżeli nie mówimy o osieroceniu dziecka, jeżeli nie traktujemy go jako człowieka dotkniętego patologią społeczną, to jak zrozumieć jego sytuację? Jak poznać dobrze świat, w którym żyje, aby rodzina zastępcza i dziecko nie stanowiły dwóch światów?

Dla nas kluczem do zrozumienia dziecka jest świadomość odrzucenia. W fazie rozwojowej nawet małe dziecko, które buduje swoją indywidualność, odrębność, swoje „ja” – ma również olbrzymie pragnienie przynależności do kogoś, W mniejszym lub większym stopniu zdaje sobie sprawę, że jest nieporadne, nie da sobie rady. Gdy otoczone miłością ma zapewnione spełnienie swoich życiowych potrzeb przez najbliższe sobie osoby – wtedy jest szczęśliwe, tzn. bezpieczne. Odrzucić dziecko od siebie można fizycznie, czyli nie chcieć go, np. zostawić w szpitalu. Odrzucić można przez brak miłości, przez zachwianie jego poczuciem bezpieczeństwa, kiedy to w wyborach życiowych rodziców biologicznych, podejmowanych każdego dnia, przejawia się uzależnienie do alkoholu, narkotyków lub egoistyczne nastawienie do życia wykluczające opiekowanie się dzieckiem. W dziecku rodzi się pytanie: „Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Inni mają fajne rodziny” – zaczyna obwiniać siebie, że rodzice źle zachowują się właśnie przez niego; ono, dziecko jest winne tego stanu rzeczy, żyje w poczuciu bycia kimś gorszym.

Fakt niezapewnienia przez rodziców biologicznych potrzeb życiowych dziecku, a więc przyzwolenie na to, że dziecko jest głodne, nie jest wystarczająco ubrane, chodzi przez cały czas brudne, a często jest wręcz nieleczone, żyje w poczuciu strachu przed przemocą fizyczną i psychiczną rodzica biologicznego (głównie pod wpływem alkoholu) – to wszystko sprawia, że dziecko musi samo sobie zapewnić byt. Ponieważ dziecięce próby szukania pracy spełzają na niczym, dziecko zaczyna żebrać i kraść. Do tego, aby nie ulec jakiejś degradacji, załamaniu psychicznemu uczy się dobrze kłamać. Kłamstwo staje się jego mechanizmem obronnym, które uwalnia od poczucia winy, tego niezawinionego i zawinionego. Wartości, którymi żyje dziecko jest pomieszaniem tego, czym żyje jego środowisko: rodzina biologiczna i druga rodzina czyli „ulica” (koledzy, koleżanki, sąsiedzi, znajomi rodziców, inni tzw. ludzie wystający w bramie). Kłamstwo dziecka odrzuconego potrafi często dotknąć inne dzieci, a nawet rodziców zastępczych. Dzieje się wtedy, gdy dziecko mając skłonność do złego zachowania nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje słowa czy uczynki i zrzuca je na innych, nie oszczędzając przy tym samych rodziców zastępczych. Takie sytuacje znamy w naszym domu, choć trzeba przyznać, że są one małego kalibru. Bardzo poważne tego typu sytuacje znamy od innych rodzin zastępczych w Polsce, które zostały ofiarami kłamstwa dzieci (od bezpodstawnego skarżenia się np. do nauczycieli z powodu niedbania o dziecko przez rodziców zastępczych, a skończywszy na pomówieniu o molestowanie seksualne). Mechanizm ten występujący w sytuacji odrzucenia dziecka musi być brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji sprawowania opieki nad dziećmi. Małe przyzwolenie na kłamstwo często doprowadza dzieci do kłamstwa cięższego. Potrzebna jest tutaj częsta rozmowa i jasne zasady przekazywane dziecku. Są w naszym domu oczywiście kary za kłamstwo, polegające na ograniczeniu przywileju oglądania telewizji i korzystania z komputera, ale lepiej promować i akcentować prawdomówne zachowanie dzieci.

Dodatkowo następuje ucieczka w nierealny świat bohaterów komiksowych. Dziecko pokazuje w ten sposób, że nie jest mocno zainteresowane budowaniem  rzeczywistych relacji z ludźmi; po prostu w nie nie wierzy. To efekt skrzywdzenia z powodu złych relacji, nawet od okresu prenatalnego.

Ucieczka od prawdziwych relacji opartych na szacunku, zgodzie, uczeniu się bezinteresowności i umiejętności słuchania innych dzieci bądź opiekunów  powoduje, ze dziecko ma trudności w wysłuchaniu i zrozumieniu poleceń rodzica zastępczego. Do tego nakłada się sytuacja, w której dziecko np. słuchało rodziców biologicznych pod presją strachu przemocy fizycznej bądź słownej (wulgaryzmy kierowane pod adresem dziecka) i teraz nie potrafi od razu nauczyć się komunikacji z dorosłym, który wydaje polecenia spokojnym tonem. W początkowym okresie adaptacji dzieci nasze słuchały nas, gdy w przekazie słownym zawarta była dawka emocji (dobitny glos, surowy ton, wystrzegamy się krzyku). Do tej pory niektóre nasze dzieci nie potrafią rozumowo reagować na polecenia i dopiero strach przed konsekwencjami pomagają im w dobrych decyzjach. W tym momencie dochodzimy do zasadniczej sprawy związanej z pracą opiekuńczo-wychowawczą czyli budowaniem autorytetu przez rodzica zastępczego u dziecka z poczuciem odrzucenia. Być autorytetem dla dziecka to permanentne zadanie. Autorytet rodzica zastępczego u dziecka odrzuconego jest kluczem w relacjach panujących w naszym domu.  Trudno nam nawet po miesiącu pracy z dzieckiem wyrazić zdanie, że wtedy jesteśmy dla niego autorytetem. Na autorytet rodzica zastępczego składa się nie tylko posłuszeństwo dziecka (choć to bardzo ważna sprawa), ale to także przywiązanie dziecka, to sytuacje, w których dziecko pod wpływem przykładu i słów rodzica zastępczego zmienia się na lepsze, to wstyd, a nie strach u dziecka, gdy zrobiło ono coś złego.

Dziecko odrzucone jest bardzo lepkie emocjonalnie w stosunku do rodzica zastępczego, potrafi godzinami absorbować uwagę; podobne w swoich zachowaniach do 2-4 latka, które szuka ciągłego kontaktu z matką. Dziecko nastoletnie bez poczucia odrzucenia w rodzinie naturalnej często w sposób manifestacyjny buduje swoją odrębność – tutaj czas spędzony bez rodzica zastępczego jest stratą. Lepkość dziecka nie powinna zwieść rodzica zastępczego, że już u dziecka ma autorytet – jest to jego potrzeba psychiczna, którą trzeba bardzo rozważnie pokierować, aby samemu nie wciągnąć się w ową lepkość. Dziecko nadmierną czułość rodzica zastępczego może akurat odwrotnie zrozumieć i jeszcze raz podkreślamy, do jej okazywania potrzeba dużej rozwagi, dlatego także i w tym kontekście wspomnieliśmy o mądrej miłości wobec dziecka.

Nastoletnie odrzucone dziecko nie potrafi autonomicznie budować swojego świata zainteresowań, zabaw czy poprawnych relacji ludzkich. Jeżeli buduje tylko na własnych zasadach – dochodzi często do konfliktów rówieśniczych. Trudno mu jest samemu zagospodarować kreatywnie czas. Najczęściej wtedy decyduje się na oglądanie telewizji; jest to swoistego rodzaju ucieczka w baśń, od swojego nieciekawego życia (to częste poczucie u dziecka odrzuconego). W naszym domu oglądanie telewizji ma miejsce w godzinach 18.30-20.00 pod warunkiem wywiązania się ze wszystkich swoich obowiązków. W sobotę i niedzielę czas telewizyjny jest trochę dłuższy.

Omawiane dzieci posiadają również olbrzymie deficyty intelektualne, powtarzające wcześniej drugi rok tę samą klasę. Zaniedbania, szczególnie gdy dziecko trafia do nas już w wieku szkolnym, często są nie do nadrobienia, nawet z olbrzymim nakładem pracy z naszej strony i dziecka. Wiele dzieci odrzuconych posiada zmiany organiczne uniemożliwiające im prawidłowy rozwój np. FAS czy zmiany w ośrodku układu nerwowego.

Żyjąc w złych warunkach, zadani na siebie, gdy przylgną do rodzica zastępczego, gdy odnajdą w nim autorytet w bardzo w wielu dziedzinach życia chcą pomagać, często przewidzianych tylko dla dorosłych. Bardzo wystrzegamy się sytuacji, aby dziecko pomagało „jak jakiś pracownik”. Ono ma być dzieckiem, które sumiennie odrabia lekcje ma dbać o porządek w swym pokoju oraz wypełniać dyżury domowe.

Dziecko, które straciło oparcie w swych biologicznych rodzicach bardzo często ulega złym wpływom – dość szybko potrafi zmienić swoje dobre zachowanie wypracowane we współpracy z rodzicem zastępczym na złe zachowanie, czerpiąc ze wzorców od kolegów czy koleżanek absolutnie nie dających dobrego przykładu. Dziecko ukształtowane w rodzinie biologicznej przez dobre wzorce, posiada, przy całej swej ciekawości świata, pewnego rodzaju barierę, ma większy instynkt samozachowawczy chroniący je przed autodestrukcją społeczną. Dlatego wypracowany autorytet rodzica zastępczego nigdy nie jest do końca zbudowany, choć patrząc na nasze dzieci, przebywające z nami dłużej – mają one już pewien hamulec, pewien krytycyzm wobec wpływu otoczenia swoich rówieśników.

Kolejną pracą rodzica zastępczego jest bardzo delikatne odbudowywanie więzi dziecka z jego rodzina biologiczną. Wokół tzw. pracy z rodziną biologiczną zrodziło się wiele nieporozumień. Rodzice zastępczy sprawujący opiekę nad ośmiorgiem dzieci, w przypadku rodzinnego domu dziecka lub placówki opiekuńczo-wychowawczej typu rodzinnego, w praktyce nie mają czasu na systemową i kompleksową pracę z rodziną biologiczną, właściwą dla pracy asystenta rodziny. Rodzice zastępczy są jednak zobowiązani, kierując się dobrem dziecka, do umożliwienia kontaktów z rodziną biologiczną. Wypracowany przez nas standard kontaktów rodziny biologicznej z dzieckiem zakłada spotkanie w neutralnym miejscu, a więc nie w naszym domu ani domu rodziny biologicznej. Postępowanie takie pozwala na uniknięcie wielu niepożądanych sytuacji z uszanowaniem prywatności innych dzieci oraz ochrony miru domowego. Dzieci nasze spotykają się z np. rodzicem biologicznym w jednym z pomieszczeń świetlicy środowiskowej, które zapewnia spokojną i intymną rozmowę.

Pewne zjawiska opisywane wyżej u dzieci, związane z odrzuceniem są w trakcie pracy rodziny zastępczej minimalizowane lub niwelowane. Z niektórymi niepożądanymi zachowaniami trzeba walczyć, często niestety nawet kosztem swojego zdrowia. Chcąc dobrze wypełnić swoja misję względem dziecka rodzic zastępczy musi się liczyć z ciągłym napięciem, jaki mu towarzyszy. Wielu rodziców biologicznych pozwala sobie na rozluźnienie kontroli nad dzieckiem, szczególnie w jego nastoletnim wieku. Tutaj w rodzinnej pieczy zastępczej jest to niemożliwe. Nie można sobie pozwolić, aby sprawy dotyczące dzieci układały się z przypadku, własnym torem. Niektórzy nam mówią o większym zaufaniu w stosunku do dzieci, aby sobie i im pozwolić na większy luz, jaki ma miejsce w wielu domach. Uważamy, że ufamy dzieciom, jednak znamy ich ograniczenia związane z odrzuceniem. Trzeba umieć znaleźć dobre wyważenie między zaufaniem do dziecka(aby mogło się ono dobrze rozwijać), a chronieniem dziecka przed złem i zachowaniem ładu i spokoju w domu.

Mamy nadzieję, że skromne nasze spostrzeżenia i refleksje są choć w małym stopniu zbieżne z doświadczeniami innych rodziców zastępczych, a osobom pracującym w ośrodkach pomocy społecznej czy osobom decyzyjnym w zakresie tworzenia rodzin zastępczych przybliżą pracę rodzica zastępczego z dzieckiem odrzuconym.

 

Alina i Grzegorz Korczak